sobota, 15 sierpnia 2015

Inteligencja, pasja, fizyka - to pierwsza część wyjątkowego wywiadu z p. Urszulą Setlak!


Urszula Setlak - to kolejny wyjątkowy gość dogadanych. 
Nauczyciel fizyki - wg mnie Anioł -  pedagog, który kocha swoją pracę, a przede wszystkim uczniów, z którymi "pracuje". Osoba o trzeźwym spojrzeniu na szkołę i te wszystkie sprawy, przez które mam wrażenie, szkoła stoi w miejscu. Zabieram Was, czytelnicy, na wędrówkę, która zaczyna się od szkoły, a kończy refleksją, jak ciekawi ludzie żyją wokół nas...

A.R. Jak opisałabyś swoją pracę w szkole?

U.S.: Najważniejsze są dzieci, zarówno te prywatne jak  i szkolne.
Z jednych i drugich czerpię energię, z jednych i drugich jestem dumna, z jednymi i drugimi uwielbiam przebywać.

Na studiach planowałam zostać geofizykiem litosfery i nie miałam żadnych planów związanych z nauczaniem. W ramach zajęć ogólnouniwersyteckich zabrałam się za pedagogikę. Kiedy trafiłam do szkoły na praktyki (do znanej ci zresztą p. Barbary Kotruchow - najwspanialszej kobiety we wszystkich szkołach świata), a potem znanego ci liceum im. Jose Marti, wpadłam po uszy. Złapałam bakcyla i nie było już odwrotu.

Po pięciu latach wśród uczniów musiałam zrobić przerwę z uwagi na własne dzieci. Bałam się wtedy wracać do szkoły, bo to nie jest zwykłe zajęcie. Ze szkoły nie wychodzi się nigdy i kiedy w domu jest małe dziecko, najważniejsze na całym świecie, uczniowie nie mogą z nim konkurować. Nie chciałam uczyć na siłę i musiałam zrobić kilkuletnią przerwę. Pracowałam wtedy w innym zawodzie i przypłaciłam to stanami depresyjnymi. Gdy po raz pierwszy po przerwie weszłam w mury szkoły, by złożyć CV, poczułam jakbym wreszcie wypłynęła na powierzchnię. Wreszcie mogłam normalnie oddychać. Nie wyobrażam sobie innego życia, pracy w innym miejscu, z innymi ludźmi.

A.R.: Uczysz dość trudnego przedmiotu, wierz mi, kogokolwiek zapytam się o fizykę, wzdryga się na samą nazwę. Czym dla Ciebie jest fizyka?

U.S.: Wielu z nas zapomniało już dawno, że fizyka to: "filozofia przyrody". Zawsze obiecuję sobie, że mój podręcznik do fizyki, kiedy go w końcu napiszę, będzie nazywał się właśnie "Instrukcja obsługi przyrody". Zjawiska przyrodnicze towarzyszą nam od momentu, gdy jesteśmy jeszcze komórką jajową, do momentu, gdy znika po nas ostatni ślad. Nie znaczy to, że fizyka rządzi naszym światem - światem rządzi przyroda, a fizyka jedynie próbuje ją mniej lub bardziej udolnie opisać.


A.R.: Pamiętam stres ze szkoły, do kogo trafi się na fizykę...

U.S.: W szkole przedmiot rzeczywiście postrzegany jest jako trudny, ale to nie znaczy, że musi być nudny. Nie każdy może go zgłębiać, bo do tego potrzebne są matematyczne umiejętności, ale też nie każdy ma predyspozycje do zgłębiania literatury, i nikogo to nie dziwi. Uczenie się fizyki bez matematyki jest na pewnym poziomie niczym nauka szermierki z książki - niby znasz zasady, ale medalu nie zdobędziesz.

Nie każdy musi być jednak medalistą. Paradoksalnie spośród wszystkich dziedzin życia codziennego, dzieci najbardziej interesują się właśnie fizyką. Każdy rodzic słyszy tysiące pytań "dlaczego"? Powstaje wiele centrów popularyzujących naukę, które pełne są maluchów: "Kopernik " w Warszawie, "Hewelianum" w Gdańsku, "Eksperyment" w Gdyni, "Młyn Wiedzy" w Toruniu. Nawet w zwykłym centrum handlowym w Łodzi jest "Experymentarium", a w krakowskim parku "Ogród doświadczeń Stanisława Lema". Dzieci chcą eksperymentować, chcą wiedzieć dlaczego coś się dzieje i trzeba im pomóc odkryć tę wiedzę, niekoniecznie mówiąc od razu, że to właśnie jest fizyka.

To fizyka kręci każdego z nas od samego początku!

A potem idziemy do szkoły...

A.R.: Czuję, że zrobi się smutno...

U.S.: Nasi mali eksperymentatorzy posadzeni w ławkach na 45 minut, tracą zainteresowanie czymkolwiek. Kadra nauczycielska nie jest przygotowana merytorycznie do prowadzenia zajęć doświadczalnych w pierwszych latach szkoły. Nie mają nie tylko wiedzy, ale i wyobraźni, by dostrzec okazje do mówienia o fizyce.

A okazją może być, drgający listek na drzewie, szum wiatru, kształt cienia na ścianie, nawet pisk kredy na tablicy. Wielokrotnie prowadziłam zajęcia dla dzieci w przedszkolach, w klasach początkowych szkoły podstawowej i dzieci zawsze rwały się do doświadczeń, opowieści o własnych obserwacjach, a przede wszystkim pytały, pytały i jeszcze raz pytały. Ich głód wiedzy jest niezaspokojony, a my - nauczyciele - marnujemy ten wielki potencjał.

Przecież nie trzeba siedzieć w ławkach. Można biegać po sali, udając cząsteczki gazu, by potem "skroplić się", a następnie "zamarznąć", siadając bez ruchu na dywanie.

Można bawić się w szacowanie odległości od gwiazd metodą paralaksy, po prostu biegając po boisku i wyznaczając, kto będzie odległą gwiazdą, kto Ziemią, a kto Słońcem. 

Zabaw można wymyślić naprawdę dużo, jeśli tylko się tego chce.

A.R. : Jak wygląda w takim razie Twoja praca w liceum?


U.S.: Mam ogromną przyjemność uczyć w liceum i niezwykle się cieszę, kiedy uczniowie przychodzą z pytaniami kompletnie nie związanymi z przerabianym materiałem. Kogoś nurtuje konstrukcja kwadrokoptera, kogoś tunelowanie. Nasze dyskusje są wspaniałe i ja mogę wiele się dzięki nim nauczyć. Najbardziej lubię sytuacje, gdy uczniowie zadają mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Musimy wtedy albo razem znaleźć rozwiązanie, albo pomyśleć, kto pomoże nam rozwiązać problem
.
Moim zdaniem ważne jest, żeby nie udawać przed uczniami wszystkowiedzącego guru. Nie oszukujmy się - skoro zdawałam maturę 20 lat temu, to znaczy, że nowoczesnej technologii musiałam się uczyć, podczas gdy oni się w niej niejako urodzili. Zawsze tłumaczę uczniom, że ja nauczę ich praw Newtona i rachunku różniczkowego, oni za to nauczą mnie jak zrobić hotspot w telefonie. Dzięki temu nie muszę się bać, że się ośmieszę, a sądzę, że ta obawa nęka wielu nauczycieli.

Pamiętajmy też, że na uczniów - tak jak na własne dzieci - nie wolno się obrażać. Nigdy nie zapomnę, z jaką dumą moja córka opowiadała przez całe wakacje: "Od września pójdę do szkoły!". Drugiego dnia lekcji wstała i powiedziała do pani, że wygląda na to, że już wszystko wie i pani niczego jej nie nauczy. 

Wychowawczyni nigdy nie dało się przebłagać i wyjaśnić, że sześciolatka nie do końca rozumie, że pani poczuła się urażona. Moja córka nigdy już nie cieszyła się z pójścia do szkoły...
Zdjęcie autorstwa Urszuli Setlak


Koniec części pierwszej - cdn.


W następnym blogowym spotkaniu będzie o: 
grzechach polskiego szkolnictwa bez owijania w bawełnę, 
marzeniach o szkole bez ocen i o tym,
czy podręcznik w dzisiejszych czasach wystarczy do nauki przedmiotu?

U.S. - Urszula Setlak
A.R. - Anna Rozdejczer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz