czwartek, 19 maja 2016

Niezbędnik na Zieloną Szkołę.



Wszystko zależy od miejsca i długości pobytu, ale parę wskazówek ogólnych spokojnie mogę jako mama dać!

Zadbaj o trzy aspekty:

1.       Tęsknota/potrzeby dziecka i rodzica.

2.       Dokładne informacje od wychowawcy.

3.       Jak zapakować  torbę, by się wszystko zmieściło? /Produkty, które ułatwią życie nam i dzieciom.

Ad.1

Dziecko może obawiać się wyjazdu na Zieloną Szkołę, szczególnie, gdy jedzie po raz pierwszy. Dobrze jest wówczas towarzyszyć dziecku, odczytując jego myśli i obawy. Nie bójmy się zwerbalizować lęków dziecka. Swoje typu, boję się, że złapiesz kleszcza, zostawmy pod kontrolą,  kupując środki odstraszające tych nieproszonych gości.

Gdy dziecko podejmie decyzję, że wyrusza w podróż, przygotujcie mu emocjonalny niezbędnik tzn. dzieci mogą wziąć „kawałek” domu ze sobą na przykład:  ulubioną przytulankę, zdjęcie rodziny, szal Mamy lub np. zrobiony razem naszyjnik lub propozycja dla chłopców -  pomalowaną apaszkę farbami do materiału. Taka rzecz może pomóc, gdy po całym dniu pełnym atrakcji wieczorem przyjdzie kryzys. Pomagają one też wychowawcy, który może porozmawiać na temat zdjęcia lub wzoru apaszki, wtedy chwila uwagi skutecznie rozproszy smutki. Rodzicu, to naturalne, że ty też będziesz to przeżywać.

Może dopaść Cię tęsknota, wtedy dobrze żebyś mógł zadzwonić w umówionych porach do wychowawców  i dowiedzieć się czy jest wszystko ok. Możesz też porozmawiać z innymi rodzicami i posłuchać, z czym oni się zmagają  - taka rodzicielska grupa wsparcia ;)

Myślę, jednak że dobrze jest wykorzystać ten czas, by zastanowić się czemu muszę dzwonić, co się takiego dzieje, że nie ufam wychowawcom?  Może czasami dobrze jest odpuścić, wychowawców zna twoje dziecko, ty ich znasz, a za parę dni znowu będziesz w objęciach tulić swojego synka/córeczkę.

Ad.2

Jakie informacje (poza oczywistymi) powinny Cię zainteresować, żebyś mógł spokojnie spać?

- Czy w ośrodku jest ogrzewanie! Nie ma co liczyć na pogodę.

- Czy wychowawcy będą sprawdzać dzieci czy nie złapały kleszcza i czy umieją go ewentualnie wyciągnąć?

- Czy dziecko może zadzwonić, gdyby bardzo tęskniło?

- Czy ty możesz zadzwonić, gdybyś była niespokojna?

- Czy ośrodek jest powiadomiony, że dziecko jest alergikiem i kto odpowiada za dopilnowanie tego?


Ad. 3

Zasada numer jeden: dziecko powinno się samo spakować, żeby wiedziało, gdzie ma poszczególne rzeczy. Wskazówki są dla Was, ale śmiało możecie się nimi podzielić z dziećmi.

Pakuj buty na samym dnie, możesz wypełnić wnętrze buta skarpetkami.

Staraj się rozłożyć jak najbardziej rzeczy w poziomie, a ewentualne luki uzupełniaj ubraniami, które mogą się pognieść.

Ubrania niech będą wygodne i takie, które jak ewentualnie nie wrócą, nie będzie ci ich żal.

Zawsze dołóż dodatkową zmianę ciuchów, zapas przede wszystkim.

Przyda się także torba na brudne ubrania, by dziecko w porannym pośpiechu nie pomyliło brudnych rzeczy z czystymi.

Kredki i ołówki pakuj w torebki z suwakiem, zabiorą mniej miejsca.

Świetnym pomysłem są szybko schnące ręczniki, które nie zabierają wiele miejsca w bagażu, dostępne w sklepach sportowych.

Kalosze można z powodzeniem zastąpić sztybletami  – potem na jazdę konną będą w sam raz,   krótsze i nie zabierają tyle miejsca.

Buty pakuj w oddzielne torebki.

Do kosmetyczki najlepiej włożyć płyn do mycia zarówno ciała jak i włosów, zmniejszamy zasadniczo pojemność. Dla dziewczyn koniecznie płyn ułatwiający rozczesywanie – córka twierdzi że robił furorę na ostatnim wyjeździe :)

Krem z filtrem i koniecznie płyn od komarów, meszek i kleszczy.

Dobrze jest porozmawiać wcześniej z dziećmi, że wychowawcy będą sprawdzać czy nie mają kleszcza i gdyby sami zauważyli, że coś mają to powinni zgłosić się do wychowawcy.

Przydatne jest też omówienie higieny, że z toalety korzystamy pamiętając o nie siadaniu na desce, bo można zarazić się różnymi chorobami.

Jeśli dzieci cierpią na mdłości podczas podróży, można kupić w aptece tabletki do ssania.

Rodzicu, głowa do góry, twoje dziecko dorasta, a to dobra wiadomość dla Ciebie!

Anna Rozdejczer
*zdjęcie z zasobów prywatnych :)

środa, 11 maja 2016

Kolonia, obóz. Czym się kierować przy wyborze miejsca wypoczynku dla dziecka?


     


Wakacje coraz bliżej. Wiele firm organizujących wypoczynek dla dzieci już jakiś czas temu rozpoczęło zapisy.
  No właśnie czasu coraz mniej, a ofert bez liku. Jakie kryteria należy wziąć pod uwagę przy wyborze?


  Po pierwsze, rodzicu zanim zaczniesz myśleć o "wysłaniu" dziecka na obóz, kolonię powinieneś ustalić, czy dziecko będzie w stanie udźwignąć emocjonalny ciężar wyjazdu. Małe (czy też nie), niedojrzałe emocjonalnie dziecko przeżyje ogromny stres, jeśli zostanie "wysłane" na wakacje mimo swojej niechęci. Zdarza się to szczególnie wtedy, gdy rodzic musi zapełnić dwu miesięczną przerwę w edukacji jakimiś alternatywnymi zajęciami. Jest to duże wyzwanie i często przy braku wspaniałej formy opieki w postaci dziadków, rodzic jest "zmuszony" wysłać dziecko na kolonię myśląc, że czyni dobrze, bo organizuje atrakcyjny czas. Niestety dla dziecka w dużym stresie żaden obóz nie będzie dobry, nawet ten najlepiej zorganizowany. Rozwiązaniem, kiedy dziecię nie jest gotowe do samodzielnego wyjazdu, mogą okazać się półkolonie (wilk syty i owca całą).

  Po drugie, sprawdź kto organizuje wyjazd. Jeśli znajdziesz zdjęcia ludzi, którzy za tym stoją, to dobrze, oznacza to, że za wyjazd ręczą własną osobą. Daje to poczucie, że nie jest to "anonimowa" firma nastawiona tylko i wyłącznie na zysk, ale konkretne osoby. Powinna im przyświecać "jakaś" wizja, misja, wartości itd., najlepiej jeśli będą to pasjonaci, ukierunkowani na zaspokajanie potrzeb dziecka i wspierający jego rozwój emocjonalny. Od razu dodam, że takich wyjazdów jest stosunkowo mało. Większość organizatorów stawia sobie za cel, by wypełnić ofertę jak największą ilością atrakcji - bo na to najczęściej zwracają uwagę rodzice, stawia na bezpieczeństwo fizyczne (nie emocjonalne)- bo to nakazuje im prawo, a także podkreśla cenę wyjazdu - bo to też jest jednym z ważniejszych kryteriów wyboru.
Osoby organizujące wyjazdy z "sercem" są w mniejszości.

  Po trzecie, ustal kto (konkretna osoba) będzie opiekował się Twoim dzieckiem? Kim jest ta osoba, jakie ma wykształcenie i doświadczenie w pracy z dziećmi. Często na koloniach dzieci przechodzą trudne chwile, czy związane z rozstaniem z najbliższymi, czy z konfliktami z rówieśnikami, dobrze by miały blisko siebie kompetentną osobę, która potrafi pomóc w takich momentach. Opiekun może również wysłuchać twoich uwag o dziecku, a nie przeczytać je jedynie w formularzu zgłoszeniowym na kolonię.

  Po czwarte, zweryfikuj warunki lokalowe. Zdjęcia przedstawione na stronie internetowej mogą mijać się z prawdą o ośrodku, do którego jedzie Twoje dziecko. Estetyka miejsca jest równie ważna jak higiena. Przestrzeń do której wysyłasz dziecko powinna być dla niego przyjazna, a jedzenie smaczne (to nie obóz karny), chyba że jest to wyjazd typu survival w Bieszczadach wybrany przez samo dziecko, wówczas zignoruj powyższe kryterium :-)

  Po piąte, sprawdź czy możesz mieć kontakt z dzieckiem a dziecko z Tobą. Dla wielu dzieci, taka możliwość jest warunkiem do tego, by czuć się bezpiecznie na kolonii. Telefoniczny dostęp do rodzica, daje sposobność do rozmowy, np. po to by obgadać kłótnie z kolegą czy koleżanką. Warto również ustalić wcześniej wytyczne korzystania z telefonu stacjonarnego lub komórkowego (na jego posiadanie powinna być organizatora). 

  Po szóste, dowiedz się czy na obozie ustalone są konkretne zasady. Często obozy mające "jakąś" misję, wyznaczają zasady wyjazdu bardzo konkretnie, ponieważ nie chcą by dzieci miały poczucie nierówności i niesprawiedliwości. Jeśli kwota kieszonkowego jest ustalona na 50 zł. to daj dziecku 50 zł. (jeśli dasz mniej, dziecko będzie się czuło źle w porównaniu do innych kolegów, jeśli dasz więcej inne dzieci będą się czuły gorzej w porównaniu z Twoim dzieckiem). Lista takich dozwolonych i niedozwolonych rzeczy (słodycze, prowiant, tel. komórkowy, tablet, scyzoryk) powinna być jasno określona przez organizatora jeśli nie jest, to istnieje duża szansa, że będzie tam panowała samowolka i niezdrowa rywalizacja między dziećmi.

                                                               Życzę owocnych wyborów.
                                                               Magda Kuprewicz



Szanuję prawa autorskie:
https://www.flickr.com/photos/24535639@N02/

środa, 4 maja 2016

Inna jakość dobrego kształcenia!





Nadarzyn. Piątek rano. Słońce świeci, sosny pachną, a dookoła ćwierkają ptaki. 
Raj? 
W pewnym sensie tak, bo to miejsce od września będzie tętnić również oddechem dzieci, które rozpoczną w szkole Pitagoras swoją edukację.

Magda i ja wyruszyłyśmy na spotkanie z założycielem szkoły p. Leszkiem Ossowskim, który swoje doświadczenie poszerzał prowadząc różne placówki na przestrzeni kilku lat. „Pitagoras” poza wspaniałymi warunkami lokalowymi ma kurs na dobrą edukację pod okiem p. dyr Marty Filipek. 

Budynek urzeka wyglądem, ale atutem numer jeden jest wykwalifikowana kadra pedagogiczna i indywidualne podejście do ucznia.

Szkoła zamierza położyć nacisk na rozbudowany program z języków: angielskiego i niemieckiego, i na umiejętności z zakresu matematyki. Wszak wiadomo, że matematyka jest matką wszystkich nauk. 

Dzięki temu, że zakres wiedzy w szkole będzie rozszerzony, uczniowie zyskają możliwość pracy z autorskimi, przygotowanymi przez nauczycieli materiałami. W przyszłym roku planowana jest nauka z podręcznikiem Didasko „Od A do Z” Joanny Białobrzeskiej, z jęz. angielskiego „Incredible English” wyd. Oxford University (co najmniej 6 godzin tyg.), natomiast praca z matematyką będzie podporządkowana widzeniu przez Prof. E. Gruszczyk – Kolczyńską. 

Rozwijanie i niezaprzepaszczanie potencjału matematycznego dziecka, logiczne myślenie i samodzielność w działaniu to cel, ku któremu uczniowie będą zmierzać.

Nauczyciele są otwarci na różne metody edukacyjne (m.in. pomoce Marii Montessori), twórcze i aktywne działanie zdaje się być ich hasłem przewodnim.

Pitagoras nie będzie szkołą wyznaniową. Szacunek do innych wyznań sprawia, że religia będzie przedmiotem nieobowiązkowym, dla chętnych. Szkole jednak bliskie są chrześcijańskie wartości jak: otwartość, szacunek, uczciwość, potrzeba pomagania, zachwyt nad światem, chęć stawiania pytań i poszukiwanie odpowiedzi.

To w czym szkoła czuje się wyjątkowa to fakt, że posiada kadrę nauczycielską, w której każdy poszczególny nauczyciel ma jakąś pasję. To wielki dar, móc zachwycić dziecko w sposób mądry i celowy, tak by w przyszłości  miało swoje zainteresowania, hobby. 

Szkoła zamierza wspierać szeroko rozumianą demokrację poprzez zachęcanie uczniów do wychodzenia z własnymi inicjatywami. To bardzo ważne, jak mówi Pani Dorota Ossowska (nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej i j. niemieckiego), aby młode osoby miały świadomość, że mogą realnie wpływać na otaczającą rzeczywistość, że zawsze ich poglądy zostaną wysłuchane. Wyrabianie umiejętności dyskusji, jak dodaje, przy otwartości na inne poglądy, połączone z pomysłami, chęcią działania, dają przygotowanie do odpowiedzialnego w przyszłości życia publicznego.

Pani Dorota zapytana o stosunek do kar i nagród, odpowiada, że dzieci nie tyle są chwalone, raczej motywowane do działania, do aktywności poznawczej i właściwego reagowania na sytuacje trudne. Jeśli chodzi o kary to tylko w rozumieniu wzięcia odpowiedzialności za własne czyny i zachowanie.

Szkoła ma do zaproponowania ciekawą ofertę zajęć popołudniowych: Koło Zręczne Ręce, Klub Małego Konstruktora, Klub Małego Podróżnika, Klub Małego Odkrywcy, Klub Gier Planszowych, Rugby TAG, Szachy, Zajęcia baletowe, piłkę nożną i dla tych którzy chcieliby nauczyć się posługiwać białą bronią czyli szermierka ( jeszcze trwają negocjacje z trenerem).

Odkąd jest obwodnica Salomea, nie można powiedzieć, że Nadarzyn jest daleko Warszawy. Warto wsiąść do auta i poszukać miejsc, które oddychają świeżym powietrzem, a wokół słychać śpiew ptaków.
Anna Rozdejczer
Na zdjęciu kolejno od lewej:
Założyciel: Leszek Ossowski
Nauczyciel: Dorota Ossowska
Magdalena Kuprewicz
Anna Rozdejczer

http://szkolapitagoras.pl/index.php/nasz-zespol/ - do poczytania dla zainteresowanych

środa, 27 kwietnia 2016

Rodzicu – dorośnij!






Jak zaczynam rozmawiać z ludźmi o „konkretach” (nt. relacji), to okazuje się , że rozmówcy są zainteresowani do momentu, gdy rozmowa nie dotyczy ich bezpośrednio.
Ten źle gada, ten nie umie, ta tylko krzyczy, ten  to, a tamta tamto, a o sobie ani słowa.
Refleksja czasami bywa nieprzyjemna szczególnie, gdy okazuje się,  że mamy dorastające dzieci….
„Pani, ja już nie potrzebuję żadnych kursów, ja mam dorosłe dzieci”. Zdarza mi się to usłyszeć i zupełnie wbija mnie to w  podłogę. Dlaczego? Bo dzieci ma się całe życie, a warsztaty dla rodzin nie są tylko dla rodzin z maluchami.
Zdarza się też, że „optymiści” od maluchów twierdzą, że problemy rosną  z dziećmi i dopiero później mogą potrzebować pomocy, bo póki co, świetnie sobie dają radę.
Trudno mi się z tym zgodzić. Po prostu te problemy mają inny wymiar, ale nie oznacza to, że jedne są ważne, a inne błahe.
Pracując w firmach chcąc nie chcąc na jakiś kursik nas firma wysyła. Ewentualnie sami się wysyłamy, bo chcemy wiedzieć więcej, bo chcemy pracować lepiej i awansować. Jednak nie dotyczy to rodziny, mam wrażenie jakby była czymś gorszym. Może i rodzina kasy nie da, ale da to, czego za kasę nie da się kupić.
Dzieci mamy całe życie. Gdy są małe skupiamy się na higienie, pielęgnacji itp. itd. Pierwszy kryzys przychodzi, gdy dziecko ma około 2 lat. Chce tylko sam, mama idź, zostaw. To trudne, czasami szukamy pomocy, czasami damy w tyłek, lub przekupimy z nadzieją, że to minie.
Następny kryzys , który może zabrać wszystko łącznie z dzieckiem, to kryzys nastolatka. Tu już nie da rady dać klapsa, ani przekupić. Na tym etapie jak nie masz obszaru porozumienia to przepadłeś jako rodzic.
Wciąż pobrzmiewa mi w uszach: „Pani, ja mam już starsze dzieci”. Czy to oznacza proszę Pana, że już ich Pan nie wychowuje, że spisał je już Pan na straty? Nic was nie łączy? Relacja trwa między ludźmi całe życie, ale tylko jeśli o nią dbamy i zabiegamy.
Ja czuję się dzieckiem swojej mamy, mimo moich prawie 40 lat na karku. Dzieci będą zawsze dziećmi i zawsze zasługują na to, co najlepsze. Lubię, gdy mama pamięta o mnie w Dzień Dziecka, zawsze sprawi mi czymś przyjemność, bo… Dlaczego nie?
Nie spisujmy nastolatka na straty, ani nie zrzucajmy winy na innych, douczajmy się, trenujmy, dbajmy o rodzinę i nasze dzieci – bardziej niż o firmę, pracę .
Anna Rozdejczer

Szanuję prawa autorskie:


Thea Nelander : Hard world. Strong girl. 

"It’s not very easy to be a 15 year old teenage girl in the year of 2013. You’re trying to find who you really are. You’re trying your best to get good grades to show all the adults that you’re not worthless, that there’s still hope for you. You’re trying to get to bed before 1 o’clock in the morning, so that you can wake up a few hours later and only be a half-asleep zombie." T. Nelander

środa, 20 kwietnia 2016

O matko i córko! Czyli co można popsuć.



" Jest jedna taka miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca - to miłość macierzyńska."
                                                                 Józef Ignacy Kraszewski 


  Apteka. Stoję w kolejce. Przede mną przy kasie jest obsługiwana kobieta (na oko w moim wieku czyli wczesno-średnim;-). Do niej podchodzi druga starsza, wygląda na to, że jej mama. Chce dołożyć do zakupów coś jeszcze. 
Twardy i nieprzyjemny głos córki gromi również i mnie. 
Przysłuchuję się uważniej. 
Ile gniewu słyszę w jej tonie, ile pretensji, ile zadr, ile zranień? 
Treść tego co mówi ma w tym momencie drugorzędne znaczenie.
Ale ten ton?  Starsza kobieta odchodzi z pokorą, przyjmuje to wszystko bez słowa. Rezygnacja wymalowana jednak jest w jej oczach. 
Zastanawiam się, stojąc nadal owiana chłodem ich relacji.
Czuję, że jest mi przykro. Czym sobie obie panie zapracowały, na taki stan rzeczy? Co robiła matka lub czego nie robiła? Co powiedziała lub czego nie wypowiadała? Co w takim stopniu wpłynęło na córkę? Jakie słowa? Jakie czyny? Odnoszę wrażenie, że niewypowiedziany w dzieciństwie gniew córki teraz miażdży je obie.

  Dziecko i jego matka! Teoretycznie pełnia połączenia od momentu kształtowania się życia. Powinny się o siebie troszczyć, obdarowywać miłością słowem i gestem! Powinny mieć ze sobą ponad werbalne połączenie, wykraczające znacznie poza język i gesty. 
W trakcie tych wewnętrznych rozważań spłynęła na mnie ogromna odpowiedzialność za moją osobistą relację z dziećmi (nie to, żebym do tej pory o nią nie dbała;-). Natomiast uświadomiło mi to, jak wiele dobrych słów powinnam wypowiedzieć, jak wiele bliskości, dobroci i miłości okazać.  A przeciwnie, jak wiele nie mogę powiedzieć i jak wiele (częstej przecież) nieakceptacji nie okazać.

 Jestem sobie sama wdzięczna za poszukiwania, przemyślenia i refleksje dotyczące budowania relacji i więzi. Dziękuję za to, że dążę do tego by moje relacje z dziećmi trwały i miały się dobrze.
Pokładam głęboką nadzieję, że staniemy się dla siebie dobrymi przyjaciółmi (bliskimi jesteśmy z urzędu :-). Także wówczas, kiedy dzieci  (bo dla mamy dzieci są zawsze dziećmi, także wówczas gdy są dorosłe) dorosną, będą wracać na święta nie dlatego, że muszą ale dlatego, że lubią (tym obrazem się wzruszyłam, do oczu napłynęły mi łzy wywołane wagą tej relacji). 

Dziękuję za doświadczenie w aptece. Już na pewno wiem do jakiej jakości dążę;-)

                                                                             Magda Kuprewicz




Szanuję prawa autorskie:
https://www.flickr.com/photos/iokasti_g/

środa, 13 kwietnia 2016

Z życia wzięte - moc pytań.



 

Thomas Gordon zdefiniował listę dwunastu barier komunikacyjnych w sytuacji, gdy jedno ma problem. Na liście znajdziemy dość oczywiste pozycje jak np.: „ośmieszanie”. Pisałem o tym w swoim wcześniejszym artykule. Znajdziemy też jedną pozycję, która dla rodziców jest dość zaskakująca: „zadawanie pytań”.  
Jak to? Czy to oznacza, że kiedy moje dziecko ma problem, to jako rodzic nie mogę go zapytać co się stało? To jakaś bzdura….
 Właśnie okazuje się, że taki wstęp nie jest najlepszy.
 Oto prosty przykład:
Wyobraź sobie drogi czytelniku, że siedzisz przy stole i wypełniasz PIT :) Przypomniałeś sobie, że coś jest Ci potrzebne i potrzebujesz po to pójść. Wstając uderzasz kostką swojej stopy o nogę stołu. W jednej milisekundzie przechodzi Cię taki ból, że masz ochotę użyć bardzo niecenzuralnych słów, aby wyrzucić z siebie powstałe w jednej chwili emocje. Paskudny ból promieniuje przez całą nogę.    I nagle, w tym samym czasie pojawia się Twój partner i pyta Cię „Co się stało?”. 
Teraz chciałbym wiedzieć, co Ci przyszło do głowy, aby odpowiedzieć :) Czy poczułeś się lepiej? Nie?
To dlatego, że zwykle w takiej sytuacji najmniej masz ochotę odpowiadać na pytania. Jesteś wściekły. Boli Cię noga, a ktoś zadaje Ci pytania właśnie wtedy, gdy mózg skupiony jest niemal w całości na przetwarzaniu bólu. Dlatego takie zachowanie partnera raczej nie pomoże Ci opanować emocji. Wręcz odwrotnie, spowoduje, że odechce Ci się w ogóle z nim rozmawiać.
Negatywne emocje jakie się chwilowo wytworzyły w Tobie zamiast się wyciszyć zostaną podtrzymane.
Co zatem zrobić? Zwyczajnie okazać zrozumienie. Można nic nie powiedzieć i empatycznie przyglądać się dalszym wydarzeniom. Taką postawę nazywa się „biernym słuchaniem”. Można także powiedzieć np.: „ wygląda na to, że bardzo Cię boli”. Oba zachowania partnera pozwolą Ci zmniejszyć złość spowodowaną bólem nogi.
Podobne sceny mają miejsce kiedy coś się stanie dziecku i zaczyna ono mocno płakać. Próbujemy go zrozumieć, niemniej zwykle zaczynamy od zadania pytania „Co się stało?” To zwykle kończy dialog :) A może zatem lepiej powiedzieć „boli Cię noga”. Jeśli trafisz, wtedy dziecko powie prawdopodobnie „tak, boli mnie noga”. Jeśli pomylisz się, szybko nastąpi korekta pomysłu np.: „nie, nie boli mnie noga, tylko ręka”. Tak czy siak dziecko poczuje się zrozumiane, a w efekcie uspokoi się. Rodzic przy okazji dowie się co faktycznie się stało bez zadawania pytań :)
Ale jak to? Czy faktycznie jako rodzić nie mogę zadawać pytań swojemu dziecku?
Oczywiście, że możesz, ale wtedy kiedy dziecko nie znajduje się bezpośrednio w sytuacji gdy ma problem i jest targane emocjami. Najpierw pozwól uspokoić się dziecku, a wtedy będzie czas na zadawanie pytań. Wtedy właśnie mózg dziecka będzie miał odpowiednio dużo mocy przerobowej, aby skupiać się nie na przetwarzaniu samych emocji, ale zyska możliwość zastanowienia się nad  odpowiedzią na Twoje pytanie :)
Jeśli nadal drogi czytelniku nie jesteś do końca przekonany, że pytania w sytuacjach problemowych nie pomagają to wyobraź sobie, że jest środek nocy, śpisz w najlepsze i nagle ktoś Cię budzi i zaczyna pytać „Chce Ci się spać jeszcze?”. To tak na wesoło ;)
Szymon Placha

 Szanuję prawa autorskie:
 Andrew Steele  - questions
 

środa, 6 kwietnia 2016

Awantura w Centrum Handlowym.





Święta, święta i po świętach… No właśnie, minęły tak szybko,  jak mgnienie oka, jednak pozostała refleksja.

Pomiędzy myjnią, kolejnymi zakupami i kawą, trafiłam tuż przed Wielkanocą  na cyklicznie odbywający się jarmark w jednym z Centrów Handlowych – w tym, w którym woda potrafi sięgnąć kopuły J

Lawirując pomiędzy wędliną, ziołami, jajkami i koronkami trafiłam na stoisko z suszonymi owocami (zresztą genialnymi – pychota). Wymieniając się spostrzeżeniami dotyczącymi, jak znaleźć ich sklep w Internecie, na horyzoncie pojawiła się (jakby się mogło zdawać) dystyngowana starsza Pani.

Rzuciła  nerwowe spojrzenie na naszą pogawędkę i zaczęła pod nosem mówić :

„Pewnie teraz to będą gadać..”

„Gadają, gadają, a obsłużyć nie ma kto…”

„Ile to będzie trwać…”

Gdyby zmierzyć wytworzone napięcie, można by je porównać do ciśnienia wytworzonego w potrząsanej butelce szampana.  Pewnie korek wyleciałby w powietrze. Atmosfera zrobiła się naprawdę gęsta.

Gdy Pani zaczęła podnosić głos, przerwałam jej.

„Jeśli spieszy się Pani tak bardzo, a święta już za pasem, mogę Panią przepuścić.”

Pani w pierwszej chwili nie zrozumiała, ale na moje zapewnienia, że może przede mną zamówić, zrobiła to pospiesznie. Ekspedientka na moją prośbę, obsłużyła tę Panią.

Kiedy płaciła, powiedziałam jej: „Wygląda na to, że jest  Pani w stresie” i ” Mam wrażenie, że jest pod ogromną presją”.

 I nagle jakby się ocean rozstąpił. Z Pani uszło powietrze. Odwróciła się do mnie i zaczęła mówić, że właśnie tak jest, że jest w biegu, mąż ją pospiesza itp. Wysłuchałam jej cierpliwie.

Gdy zapłaciła, odwróciła się do mnie i zaczęła przepraszać za swoje zachowanie.

Naprawdę poczułam się cudownie, bo dobrze jest wiedzieć, czemu ludzie czasami zachowują się w taki, a nie inny sposób. Tak trudno jest kogoś nie oceniać, ale pozbawiając się tej pokusy, zyskujemy możliwość  poznania innych. W tym przypadku, pomogłam tej Pani zrzucić balast napięcia, który jej towarzyszył. Gdyby nie T. Gordon pewnie uległabym emocjom, a krąg frustracji i złości zbierałby  żniwo i u mnie, i u tej Pani. Stąd hasło wychowanie do pokoju, nabiera po takich doświadczeniach realnego kontekstu.

Na koniec życzyłyśmy sobie serdecznie Wesołych Świąt. Od stoiska odeszła zupełnie inna kobieta, trochę może speszona całą sytuacją, ale spokojna i uśmiechnięta.

Uff jak dobrze jest wiedzieć, co można zrobić  w sytuacjach w których przysłowiowy scyzoryk się otwiera w kieszeni. Jak dobrze jest wiedzieć jak komunikować się z innymi, gdy na horyzoncie zbierają się burzowe chmury.

Pozdrawiam obie Panie – dystyngowaną starszą i p. ekspedientkę J

Anna Rozdejczer


Szanuję prawa autorskie:
 Alvaro Tapia 

piątek, 1 kwietnia 2016

Kiedy mamy dają dzieciom banany.




  Pewna mama kupiła banany. Podała jednego swojemu synkowi (1,5 roku), bo miał na niego chrapkę. Maluszek siedział w wózku z oddaniem liżąc i ssąc skórkę owocu, a mama nie reagowała.

  Brzmi jak opowiadanie S. Lema, a jest rzeczywistą sytuacją, którą miałam nieprzyjemność obserwować podczas robienia zakupów. Zastanawiałam się wówczas, jak zwykle w takich sytuacjach, podejść czy nie podejść, zagadać czy nie zagadać? Postanowiłam jednak, że nie podejdę, bo uświadamiać na siłę nie będę, ale z pewnością poczynię wpis na blogu, co też właśnie robię.


  Zaczęłam od poszukiwań w sieci, czym taki banan jest spryskany, nagazowany, a może w czymś wykąpany? Poszukiwania owe, co do konkretnych środków i substancji chemicznych okazały się nieoczywiste i niełatwe. Na polskich stronach nie udało mi się znaleźć żadnych konkretnych informacji, co do chemicznych preparatów jakie znajdują się na skórce tego owocu, bo świetnie działają filtry wizerunkowe pewnych znanych  "bananowych" marek. Większość stron, które znajdowałam wpisując słowa kluczowe, czyli "banan, skóra, środki opryskowe, pestycydy" itd. była (o zgrozo) poświęcona cudownym właściwościom skóry z banana. Dowiedziałam się, że mogę sobie taką skórką wybielić zęby, wyczyścić buty, czy pozbyć się mszyc z roślinki!

  Czyżby te super właściwości banana zależały od chemii, którą jest opryskany? Świetnie, gratuluję czystych ząbków:-).

Znalazłam wreszcie kilka informacji (na zagranicznych stronach), mówiących o tym, że banany są podatne na grzyby, pleśnie i insekty - to pewnie żadne odkrycie dla farmerów, ale dla mnie hodowlanego laika, a i owszem.

Okazuje się, że wielkie kiście bananów będąc jeszcze na palmach "ubiera" się w niebieskie worki, które są nasączone preparatami chemicznymi, pestycydami. Jeden z nich to chlorpyrifos, działa przeciw insektom.

Jest szkodliwy dla człowieka i nie powinien być dotykany, wdychany i spożywany. Jego działanie polega na blokowaniu enzymu komórkowego, odpowiedzialnego za wysyłanie sygnałów między komórkami, powoduje to uszkodzenie systemu nerwowego insekta.


Badania chlorpyrifosu przeprowadzone na zwierzętach wykazały, że osobniki młodsze (czyli dzieci) są dużo bardziej podatne na działanie pestycydów i mogą one powodować u nich deficyty uwagi, nadpobudliwość, opóźnienia rozwojowe i inne uszkodzenia układu nerwowego.*

Znalazłam również ciekawe, poglądowe filmy, które pokazują jak wygląda uprawa bananów.

  Pierwszy, to dokument podróżniczy w wykonaniu W. Cejrowskiego.
https://www.youtube.com/watch?v=8NU-bQsgh8  Cejrowski

  Drugi, dużo bardziej "szczegółowy" stworzony dla National Geografic.

https://www.youtube.com/watch?v=cugscx_Fzbg

Oglądając je można bezwzględnie stwierdzić, że banany są traktowane ostrą chemią, bo inaczej w ogóle nie miały by szans  urosnąć i dotrzeć do Europy. Pestycydy zabijają wszystko co mogłoby zjeść banany, przy okazji negatywnie wpływając na nasze ludzkie organizmy. 

Oczywiste jest zatem, że powinniśmy unikać kontaktu ze skórką tego owocu (szczególnie dzieci!) a po jej dotknięciu umyć dokładnie ręce. I na pewno, w żadnym wypadku nie powinniśmy pozwolić, by dziecko brało taką skórkę do ust!

SMACZNEGO;-)


                                                                       Magda Kuprewicz
.
*http://npic.orst.edu/factsheets/chlorpgen.html
 Szanuję prawa autorskie:
 https://www.flickr.com/photos/jasonmichealhenson/